Chłodna

Może Ci się również spodoba

5 komentarzy

  1. anna napisał(a):

    super inicjatywa

  2. Andrzej Matla napisał(a):

    Zafascynowało mnie zdjęcie p. Artura Wołosewicza. Emanuje z niego niezwykły spokój. Na pierwszym planie po lewej stronie widzimy słup. Tuż obok wejście do klatki schodowej o numerze 7c. Moje magiczne miejsce, bo tutaj mieszkałem będąc jeszcze w raju dzieciństwa. Po prawej stronie w głębi ulicy stały ruiny fasad dwóch ( trzech?) kamienic (fotografia tego nie ukazuje). Jako dzieciarnia chodziliśmy tam idąc skrótem do ul. Ułańskiej. Niekiedy dzieci bawiły się w ruinach wchodząc po stalowych belkach na wysokość pierwszego piętra… Na ul. Chłodnej było bardzo dużo dzieci. Regularnie prowadziliśmy wojny z dziećmi ul. Sępołowskiej. Wszyscy mieli respekt wobec niejakiego Kumeli, który był wodzem tych z Sępołowskiej. Czymś normalnym było biegać z niemieckim bagnetem w hełmie Wehrmachtu na głowie… Na strychu mojego domu można było znaleźć strzępy gazet w niezrozumiałym języku. Gdy byłem bardzo mały opiekowała się mną cudowna starsza pani, która nie potrafiła mówić po polsku. Mieszkała piętro pod nami. Pamiętam do dziś ten dźwięk, gdy ręczny młynek do kawy przytwierdzony do framugi jej kuchennych drzwi informował, że Starsza Pani będzie parzyć kawę…inna pani, która też nie mówiła po polsku miała inny rozum niż my dzieci. Ciągnął ją zawsze duży pies, tak że zapamiętałem ją w ciągłym biegu. Miała na imię Trudzia…

    • Elżbieta Woroniecka napisał(a):

      Wspaniałe wspomnienia Panie Andrzeju… Aż proszą się o spisanie…

      • Andrzej Matla napisał(a):

        Dziękuję za miłe słowo zachęty. Przedkładam nad pisane, słowo mówione, ale ono niestety jest jak dym. Ulatnia się i znika…na razie ograniczę swój wkład w dzieło Opowiadaczy do krótkich komentarzy. Zawsze powtarzałem, że nie wystarczy powiedzieć: „Jestem z Gdańska”. Ja jestem z Dolnego Miasta w Gdańsku. To tak jakby moja legitymacja. Każdy ma swoją, tylko nie każdy jest tego we właściwym momencie w życiu świadom.

  3. Andrzej Matla napisał(a):

    Jeden szczegół najstarszej fotografii przykuł moją uwagę. Jest to lampa gazowa widoczna w głębi po lewej stronie. Na ulicy Chłodnej było ich kilka. Zapamiętałem pana na rowerze, który zapalał i gasił te uliczne latarnie. Miał przy sobie długą żerdź, którą majstrował przy tych lampach. Tak było do połowy lat sześćdziesiątych. Potem rozkopali ulicę i usunęli starą instalację gazową. Lampy zniknęły i zaczął znikać gaz miejski na rzecz innego gazu… Przy okazji rozkopywania ulicy tacy jak ja znajdowali w ziemi różne skarby. Ja znalazłem sporo skorup starych fajek glinianych. Każda miała taką stopkę i swój znaczek gildii lub manufaktury, która ją stworzyła. Należałem do dzieci z gatunku domorosłych archeologów. Na Chłodnej było nas wielu. Na pobliskich wałach, tam gdzie kiedyś stał „Kaninchen Bastion” wykopywaliśmy stare monety. Maleńkie, pokryte zieloną patyną krążki. Pamiętam, że miałem nawet taką sporządzoną przez siebie mapę znalezionych skarbów. Były to na ogół pospolite, osiemnastowieczne grosze bite w mennicach Gdańska, Elbląga i Rygi. Dziewczynki poszukiwały zazwyczaj kolorowych paciorków. Ktoś kiedyś powiedział mi, że ziemia, z której uformowano wały pochodziła z miejskich śmietników…W latach sześćdziesiątych każdy chłopiec coś zbierał. Na te stare monety mówiliśmy „forsiaki”. Dzieci jak stado kawek siedziały i rozkopywały te wały. Pamiętam, że ojciec zrobił mi nawet specjalną łopatkę. Mam ją do dzisiaj…O życiu na ul. Chłodnej można powiedzieć jeszcze wiele. O szmaciarzu, o podwórkowych muzykach i tych co ostrzyli noże i nożyce, o podchodach, zbieraniu prochu z pocisków karabinowych, o zbieraniu liści podbiału i suszeniu ich na strychu naszego domu. Przy Toruńskiej był kiedyś skup ziół, ale to już inna historia…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Rozmiar czcionki
Kontrast