Chłodna

Może Ci się również spodoba

13 komentarzy

  1. anna pisze:

    super inicjatywa

  2. Andrzej Matla pisze:

    Zafascynowało mnie zdjęcie p. Artura Wołosewicza. Emanuje z niego niezwykły spokój. Na pierwszym planie po lewej stronie widzimy słup. Tuż obok wejście do klatki schodowej o numerze 7c. Moje magiczne miejsce, bo tutaj mieszkałem będąc jeszcze w raju dzieciństwa. Po prawej stronie w głębi ulicy stały ruiny fasad dwóch ( trzech?) kamienic (fotografia tego nie ukazuje). Jako dzieciarnia chodziliśmy tam idąc skrótem do ul. Ułańskiej. Niekiedy dzieci bawiły się w ruinach wchodząc po stalowych belkach na wysokość pierwszego piętra… Na ul. Chłodnej było bardzo dużo dzieci. Regularnie prowadziliśmy wojny z dziećmi ul. Sępołowskiej. Wszyscy mieli respekt wobec niejakiego Kumeli, który był wodzem tych z Sępołowskiej. Czymś normalnym było biegać z niemieckim bagnetem w hełmie Wehrmachtu na głowie… Na strychu mojego domu można było znaleźć strzępy gazet w niezrozumiałym języku. Gdy byłem bardzo mały opiekowała się mną cudowna starsza pani, która nie potrafiła mówić po polsku. Mieszkała piętro pod nami. Pamiętam do dziś ten dźwięk, gdy ręczny młynek do kawy przytwierdzony do framugi jej kuchennych drzwi informował, że Starsza Pani będzie parzyć kawę…inna pani, która też nie mówiła po polsku miała inny rozum niż my dzieci. Ciągnął ją zawsze duży pies, tak że zapamiętałem ją w ciągłym biegu. Miała na imię Trudzia…

    • Elżbieta Woroniecka pisze:

      Wspaniałe wspomnienia Panie Andrzeju… Aż proszą się o spisanie…

      • Andrzej Matla pisze:

        Dziękuję za miłe słowo zachęty. Przedkładam nad pisane, słowo mówione, ale ono niestety jest jak dym. Ulatnia się i znika…na razie ograniczę swój wkład w dzieło Opowiadaczy do krótkich komentarzy. Zawsze powtarzałem, że nie wystarczy powiedzieć: „Jestem z Gdańska”. Ja jestem z Dolnego Miasta w Gdańsku. To tak jakby moja legitymacja. Każdy ma swoją, tylko nie każdy jest tego we właściwym momencie w życiu świadom.

  3. Andrzej Matla pisze:

    Jeden szczegół najstarszej fotografii przykuł moją uwagę. Jest to lampa gazowa widoczna w głębi po lewej stronie. Na ulicy Chłodnej było ich kilka. Zapamiętałem pana na rowerze, który zapalał i gasił te uliczne latarnie. Miał przy sobie długą żerdź, którą majstrował przy tych lampach. Tak było do połowy lat sześćdziesiątych. Potem rozkopali ulicę i usunęli starą instalację gazową. Lampy zniknęły i zaczął znikać gaz miejski na rzecz innego gazu… Przy okazji rozkopywania ulicy tacy jak ja znajdowali w ziemi różne skarby. Ja znalazłem sporo skorup starych fajek glinianych. Każda miała taką stopkę i swój znaczek gildii lub manufaktury, która ją stworzyła. Należałem do dzieci z gatunku domorosłych archeologów. Na Chłodnej było nas wielu. Na pobliskich wałach, tam gdzie kiedyś stał „Kaninchen Bastion” wykopywaliśmy stare monety. Maleńkie, pokryte zieloną patyną krążki. Pamiętam, że miałem nawet taką sporządzoną przez siebie mapę znalezionych skarbów. Były to na ogół pospolite, osiemnastowieczne grosze bite w mennicach Gdańska, Elbląga i Rygi. Dziewczynki poszukiwały zazwyczaj kolorowych paciorków. Ktoś kiedyś powiedział mi, że ziemia, z której uformowano wały pochodziła z miejskich śmietników…W latach sześćdziesiątych każdy chłopiec coś zbierał. Na te stare monety mówiliśmy „forsiaki”. Dzieci jak stado kawek siedziały i rozkopywały te wały. Pamiętam, że ojciec zrobił mi nawet specjalną łopatkę. Mam ją do dzisiaj…O życiu na ul. Chłodnej można powiedzieć jeszcze wiele. O szmaciarzu, o podwórkowych muzykach i tych co ostrzyli noże i nożyce, o podchodach, zbieraniu prochu z pocisków karabinowych, o zbieraniu liści podbiału i suszeniu ich na strychu naszego domu. Przy Toruńskiej był kiedyś skup ziół, ale to już inna historia…

    • Ul. Chłodna pisze:

      Dziekuje, pana wspomnienia to tez moje dzieciństwo. Bardzo utkwił mi w pamięci wypadek, kiedy utonęło dwoje moich rówieśników z ulicy Sepolowskiej. uratował się tylko Rysiek Szumik. Kojarzę tez nazwisko pani Radulskiej ale nie pamietam czego uczyła. Ja chodziłam do szkoły z Krysia Kania, która mieszkała pod nr 7 i Grześkiem Gubala, który mieszkał pod nr 6 Jedno ze zdjęć przedstawia państwo Gizienskich, niestety na tym zdjęciu bym ich nie rozpoznała. Mieszkaliśmy razem pod dziewiatka. Moja mama byla pielegniarka I wiele ludzi znalo ja z Tego ze robila zadtrzyki.
      Czas Leci , wspomnienia sie zacieraja

      • Chłodna cd pisze:

        Rysio Szumik … tak, pamiętam, był taki drobny chłopaczek. Drobny ale zadziorny i waleczny. Chyba nawet chodzilismy do tego samego przedszkola przy Blaszance:-)
        Pani Radulska była mamą mojego najlepszego kolegi Jacka spod 7A. Wydaje mi się jednak, że nauczycielką nie byla. Moja mama Natalia była nią przez krótki czas w SzP nr 4 i resztę zawodowego życia w SzP nr 59 na Olszynce. Cudownie jest móc prowadzić takie wykopaliska w zapomnianych zakamarkach naszej pamięci

  4. Anna pisze:

    W wielkim wzruszeniu przeczytałam Pana wspomnienia…Tu na tej ulicy minęło moje dzieciństwo… Moi dziadkowie mieszali pod siódemką klasa A. Przyjaźnili się z Panią Weroniką Jankowską, która mieszkała w kl C. Miała trzech synów. Dożyła sędziwego wieku…96 lat… Byłam na jej pogrzebie. Była bardzo lubianą osobą, dużo śpiewała… choć była kaleką… Bardzo mi kiedyś pomogła w moim dorosłym życiu…

  5. Andrzej Matla pisze:

    Pani Aniu,
    Nie wiedziałem, że Pani Jankowska ( bo tak ją zawsze nazywaliśmy) miała na imie Weronika. Miała rzeczywiście trzech synów , z których dwaj mieli na imię Witek i Wlodek. Trzeciego imienia nie pamiętam. Wszyscy byli starsi ode mnie. Witek miał niezykły rower jak na tamte czasy- czeską „Favorytę”, rower do profesjonalnych wyścigów kolarskich Rzeczywiście Pani Jankowska pięknie śpiewała…. Jej mąż, zanim zamieszkał pod innym adresem, był fotografem, a my dzieci dostawaliśmy od niej stare celuloidowe błony fotograficzne…….W klatce 7A mieszkał Benek Kania i Jacek Radulski. Moi serdeczni koledzy z podwórka… Moja mama była nauczycielką w Szkole Podstawowej nr 4 i nr 59. Pracując w „czwórce” mama uczyła Wlodka…serdecznie Panią pozdrawiam. Andrzej

    • Anna pisze:

      Dziękuję Panu za te wspomnienia… Synowie Pani Jankowskiej mieli na imię Olek, Władek i najmłodszy Witek. Władek mieszka w mieszkaniu po mamie, Był kiedyś u mnie w domu, prowadził wtedy firmę budowlaną, Olek mieszka gdzieś w Gdańsku a najmłodszy Witek od bardzo dawna w Warszawie. Zaś moi dziadkowie Jakubowscy mieli córkę Alicję, która w 54r. wyjechała do Warszawy, córkę Barbarę i najmłodszego syna Romana. Był muzykiem, grał na skrzypcach, pianinie i gitarze. Wyjechał w latach 70-tych do Szwecji. Mam z nim kontakt, nawet kiedyś pisał o Jacku Radulskim. Wujek Roman jest po wylewie. Czy Jacek miał siostrę Agatę, czy mieszkali na parterze? Pozdrawiam serdecznie. Ach, te wspomnienia….
      PS. Moi rodzice chodzili do czwórki i zapewne Pana mama ich uczyła…. chyba, że to nie ten czas…

      • Andrzej pisze:

        Czy możliwy jest z Panią kontakt na adres mailowy poza stroną „Opowiadacze Historii”? ..lub na telefon…Nazwisko pp.Jakubowscy przypominam sobie jak przez mgłę… i coś związanego z muzyką…Państwo Jakubowscy kojarzą mi się z przedstawicielami inteligencji z tamtych czasów…

        Łączę wyrazy szacunku

        Andrzej

        • Anna pisze:

          Panie Andrzeju, na razie podaję namiary na Facebooka, poprzez Messenger można podać więcej informacji…. Anna Ewa. Proszę poszukać, pozdrawiam.

Pozostaw odpowiedź Andrzej Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Rozmiar czcionki
Kontrast