Moja babcia ze Wspornikowej

Może Ci się również spodoba

3 komentarze

  1. ewa. pisze:

    wszystko się zgadza Karolinko, nawet pamiętam ten płaszcz mamy z dużym guzikiem RH

  2. ewa. pisze:

    Tak, tak Wspornikowa i moja młodość. Ten świat już nie istnieje i nie wróci, czy żałować?? Jako dziecko bawilam się z siostrą w gruzach spichlerzy na Chmielnej, nota bene stoją te gruzy do dziś. A największą atrakcją Wspornikowej był 2 X w tyg rynek. Chłopi przyjeżdżali wozami konnymi i nie mogli się nadziwić, że mama sie z nimi kłóci, bo biją konie. Można było u nich kupić żywę gęś, kaczkę,kurę królika, lub w kartonie maleńkie kurczaczki lub kaczuszki Mama kupowała u rybaków wędzone węgorze i wcale to nie był kosztowny zakup. Między Wspornikową a Owsianą, ale bliżej Motławy był rynek ciuchami, w sklepach szarzyzna a tam było wszystko. W części warzywnej wszystkie sezonowe owoce (te czereśnie!!) i warzywa. Na początku czerwca lądowały na stołach młode ziemniaki, ale to była pycha, teraz takich w Biedronkach itp nie ma!!. A jak nie było rynku to przyjeżdżały tabory cygańskie, tego już w Polsce nikt nie zobaczy, a ja pamiętam jak mała Cyganeczka wlazła pod wóz i nie kucając siusiała, potem się dowiedziałąm ,że one choddzą bez majtek W 1070 r w grudniu na tym placu rozbili się żołnierze, Ojciec idąc do pracy spytał się ich czy przyjechali strzelać do stoczniowców. Bluznęli na niego okropnie. Wtedy Dolne Miasto to był Gdańsk B lub C, a teraz to modna dzielnica, pozdrawiam mieszkańców Romka

    • Opowiadacze Historii pisze:

      Pani Ewo – czy chciałaby Pani, aby Pani wspomnienia pojawiły się na stronie Opowiadaczy w formie osobnego artykułu?… Proszę znaleźć czas, spisać i przesłać nam taki tekst na adres opowiadaczehistorii@gmail.com tak jak zrobiła to pani Karolina. Warto zachowywać takie wspomnienia. A może i zdjęcia Pani jakieś z rynku znajdzie…

Skomentuj ewa. Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Rozmiar czcionki
Kontrast