Poranne ćwiczenia żołnierzy

Może Ci się również spodoba

25 komentarzy

  1. żółtoskrzydły pisze:

    Dzięki Jacek

  2. marian pisze:

    Panie Jacku, w których latach pan służył ?. Od odpowiedzi, zależy moje ewentualne zapytanie.

  3. Walther pisze:

    Służyłem tam od wiosny 1977 do sierpnia 77 w kampanii szkolnej. Na zaprawy biegliśmy na stadion żużlowy Wybrzeża. D-cą kompanii był kpt. Kamiński a plutonu por. Kić

  4. Wojciech pisze:

    Ja mieszkalem przy ul. Sadowa 13 czyli przy rogu koszar czerwonych od strony placu przy ul. Lakowej. Dodatkowo do porannych biegów „wsłuchiwałem” się w próby muzyczne orkiestry wojskowej, nocne alarmy, zaprzęgi końskie na bruku ul.Sadowej, czołgi i transportery. Dostawaliśmy „zrzuty” sucharów od żołnierzy. Jednego razu zima, żołnierz w „bieliźnie” zapukał do naszych drzwi aby go schować przed ścigającym go patrolem. Prawdopodobnie przypomniał bym sobie więcej jeżeli to kogoś interesuje np. niebiańskie w sensie pozytywnym zapachy ze stołówki/kuchni. A przy okazji czy ktoś ma zdjecia tego budynku przy ul. Sadowej 13? Pozdrowienia Wojtek

  5. bmw pisze:

    Normalny wojskowy dryl. Służyłem tam 1984-1986. Pobór jesienny. Pozdro dla wszystkich znajomych ze służby.

  6. weteran pisze:

    Służyłem od września1969 r. Do dzisiaj wspominam te czasy w cyrku kaszubskim z sentymentem.

  7. weteran pisze:

    Były kpr. Bogdanie Malach. Wzywam do komentarza.

  8. Bogdan pisze:

    Hej, Weteran, nie kumam ktoś Ty, ale skoro mnie wzywasz do raportu – jestem! Jakieś uwagi?

    • weteran pisze:

      Jestem jednym z wielu, którzy przemknęli przez batalion szkolny. Pozdrawiam serdecznie, pozostając w oczekiwaniu na Twoje refleksje o służbie w „cyrku kaszubskim”. Wszak byłeś autorem kilku piosenek śpiewanych w marszu.

  9. byłem w cyrku kaszubskim pisze:

    Czytając informację Weterana o jego służbie w batalionie szkolnym od września 1969 r., wróciły do mnie wspomnienia. Również służyłem w tym batalionie szkolnym od września 1969 r., w plutonie dowodzonym przez wspaniałego człowieka kpt. Wiesława Jankowskiego. Przypominam sobie, że w plutonie dowódcami drużyn byli: wspomniany przez Weterana kpr. Bogdan Malach, kpr. Karaś, kpr. Karp, kpr. Prusaczyk. Widocznie byliśmy z Weteranem w tym plutonie. Kompania miała swoją siedzibę na I piętrze budynku koszar, z wejściem po jego prawej stronie. Pamiętam swoje zdziwienie, gdy na parapecie okien pomieszczenia plutonu (tak, 40 elewów na łóżkach dwupoziomowych, dowódcy drużyn – łóżka pojedyncze) zauważyłem wydrapany w cegle napis „Fritsche 1876”. Okres szkolenia podoficerskiego trwał od połowy września 1969 r. do połowy stycznia 1970 r. i zakończony był egzaminami i ewentualnymi awansami na pierwszy stopień podoficerski. Kurs miał na celu przygotowanie do pełnienia służby dowódców drużyn w jednostkach OTK (Obrony Terytorialnej Kraju). Nie był to łatwy okres. W czasie miesięcznego okresu rekruckiego poznaliśmy co to jest „pruska dyscyplina”, choć nie miało miejsca dręczenie rekrutów, nazywanych „kotami”. Z sympatią wspominam dowódcę drużyny kpr. Bogdana Malacha, rzeczywiście autora tekstów, a może i melodii, kilku piosenek śpiewanych przez żołnierzy w drodze sobotnich (sobota była tzw. dniem gospodarczym) wymarszów do łaźni, oddalonej o kilka kilometrów od koszar (a także rysunków na cyferblatach zegarków, przedstawionych przez elewów). W tym okresie na terenie koszar kręcony był film Andrzeja Wajdy „Krajobraz po bitwie”. Podczas czyszczenia broni można było oglądać z okien korytarza aktorów w nim grających i ujęcia poszczególnych epizodów filmowych. Podniecenie oglądających wzbudziła scena, gdy tłum statystów wyprowadza roznegliżowaną dziewczynę (w tej roli wystąpiła Stanisława Celińska). Dla celów filmu stacjonujące obok budynku czołgi zostały okryte plandekami z amerykańską gwiazdą. Niemałą sensację wzbudziła filmowana msza święta z religijnymi śpiewami, która podobno spowodowała, że okoliczni mieszkańcy zawiadomili dowództwo garnizonu o strajku wojska w koszarach. Zima wtedy była śnieżna i mroźna, do minus 30 stopni Celsjusza. A my pieszo w szyku zwartym, z pieśnią na ustach (tak, autorstwa kpr. Bogdana Malacha, którego również pozdrawiam) na zajęcia z taktyki na Ujeściska. Te wspomnienia utkwiły mi w pamięci i powracam do nich z niejakim sentymentem, bo była to moja młodość.

    • Jacek Górski pisze:

      Czy pozwoli Pani wykorzystać ten komentarz i zrobić z niego osobny artykuł. Dajmy tym wspomnieniom osobne, własne życie. Co Pan na to?…

      • byłem w cyrku kaszubskim pisze:

        Bardzo proszę, żebym wiedział, rozszerzyłbym go o pierwszą wartę w milicyjnym magazynie gwizdków na Maćkach, uruchomieniu stołówki w „białych” koszarach w październiku 1969 r. w pomieszczeniach dawnej pruskiej stajni, w której były kamienne poidła, froterowanie podłóg w salach żołnierskich, kończące się robieniem wzoru kółek szczotkami do butów.

  10. byłem w cyrku kaszubskim pisze:

    Tak naprawdę to z uwagi na krótki okres służby w cyrku kaszubskim niewiele miałbym do opowiedzenia. Może zostawmy opis wspomnień kolegom o znacznie dłuższym okresie służby w tej jednostce. Ale dziękuję za zainteresowanie.

    • Opowiadacze Historii pisze:

      Zatem skorzystamy z tego materiału w komentarzu. Dziękujemy i proszę nas śledzić. Za jakiś czas materiał będzie gotowy. Pozdrawiamy.

  11. byłem w cyrku kaszubskim pisze:

    Jak sam siebie przechytrzyłem

    JW 3455. Kompania szkolna. W listopadzie 1969 r. wieść po kompaniach niosła wiadomość, że którejś nocy będzie alarm bojowy z wyjściem na poligon. Na którymś apelu wieczornym oficer go prowadzący zwrócił się o wystąpienie żołnierzy mających doświadczenie w pracy kuchennej. Niewiele się namyślając wystąpiłem, licząc, że praca ta będzie lekka, przyjemna i zwolni mnie z zajęć poligonowych. Liczyłem przy tym na kolegę, który również zgłosił się do tej pracy. Był on bowiem z wykształcenia gastronomikiem, a jednocześnie synem znanego w Gdańsku restauratora, którego lokal był na wykazie restauracji, do których wstęp żołnierzom był zakazany. Wszedłem w skład obsługi kuchni, która w noc alarmu wyjechała ze sprzętem kuchennym na poligon w Kolbudach. Na miejscu wyznaczono mi zadanie obrania mięsa z kości, o czym nie miałem pojęcia. Szef kuchni zorientował się w moich umiejętnościach i przydzielił obsługę kotła. Z czym to się wiązało? Musiałem przez ten kilkudniowy pobyt wstawać o trzeciej nad ranem, rozpalić pod kuchnią polową, zagotować wodę na poranną kawę. Tymczasem wojsko spało w małych namiotach, zbudowanych z pałatek i wyściełanych warstwą słomy. A mróz wtedy był tęgi. Niewyspany pracowałem w kuchni cały dzień jako porządkowy, czyli przynieś, podaj, pozamiataj. Po każdym wydaniu posiłków musiałem na mrozie czyścić na błysk kuchnię polową. I tak do wieczora. A w nocy spanie, wprawdzie w ogrzanym pomieszczeniu, ale na twardej ławie. Do godziny trzeciej nad ranem. W sumie sam z siebie zrobiłem durnia.

  12. Andrzej pisze:

    Złożyłem w tej jednostce w latach 77/78 Ale komp. Szkolnej tam nie było byłem czołgistą D.ca major Stepaniuk

  13. W okresie 15.01-15.0 5.1972 bylem na szkole podoficerskiej 13 kaszubskim Pulku WOW w Gdansku w 1 kompanii ktorej dowodca byl mjr. Piotr Sobczynski, dowodca 1 plutonu por. Klawon a dow. druzyny kpr. Henryk Sieczkos bardzo normalny czlowiek ktorego mile wspominam,pamietam nazwiska kilku kolegow z mojej druzyny: Debinski ,Szykszmian, Lewandowski, Jezierski;Chruscicki dzardzo chetnie chcialbym z nimi porozmawiac i powspominac spedzony razem czas i oczywiscie o aktualnymczasie co porabiacie na emeryturze .Serdecznie pozdrawiam Zygmunt czubachowski

  14. Grzegorz pisze:

    1984-85 kompania łączności, pod dowództwem kpt. Mani

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Rozmiar czcionki
Kontrast