Fabryka Aniołków (część II)

Część I

Chłopiec

Ulica Weidengasse (Łąkowa) - front przedwojennej pocztówkiPanienka Marianna jeszcze w ubiegłym roku wyjechała do Wiednia. Kiedy ubożejący Klawitterowie zaprzestali jej płacić za sprzątanie hal stoczni, a rozwiązanie zbliżało się nieubłaganie, nie miała już wiele do stracenia.
Chłopiec urodził się w pokoju na piętrze kamienicy rzeźnika. Poród odebrała Gertruda Hildebrandt. Akuszerka i zarazem położna mieszkała w kamienicy Schwanenflügela przy tej samej ulicy. Wynajmowała tam małe mieszkanko z kuchnią i wspólną z sąsiadami toaletą na korytarzu.
Mały Helmut ważył prawie 4 kg i miał 56 cm. Dziewczyna cieszyła się, że chłopiec jest zdrowy, ale nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Paraliżowały ją: bieda, bezrobocie, nieślubne dziecko i brak perspektyw. Przepłakała niejedną noc. Wyjechała z domu za pracą, a teraz nie było po co wracać do rodzinnych Kowall, chyba tylko po wstyd i pośmiewisko. Na nieszczęście – jakby było tego wszystkiego mało – straciła mleko.
Spostrzegawcza położna wyciągnęła pomocną dłoń. Zgodziła się za 350 guldenów na odchowanie Helmuta, znalezienie mamki z mlekiem oraz obiecała znaleźć dom i rodziców, którzy go zaadoptują.

Są dobrzy ludzie, co go pokochają z serduszka, a nie brzuszka.

mówiła.
Młoda matka sprzedała meble, materac, dywaniki, pierzynę i ledwo co spłaconą maszynę do szycia Singer. Zostało parę guldenów na pociąg do Warszawy, a potem do Wiednia, gdzie chrzestna obiecywała pomóc znaleźć pracę . Tam chciała zacząć nowe życie.
I zaczęła.

List

Po ponad roku napisała list do Jakoba. A w nim szczebiotała, że wyszła za mąż za owdowiałego Adolfa Lustiga, fortepianmistrza w manufakturze Bösendorfera, że ma dom, miłość i życia sens. Dołączyła 200 pachnących nową farbą austriackich szylingów – 100 na spłatę zaległego komornego i to z odsetkami oraz 100 na syna, ponieważ list od pani Hildebrandt wrócił do niej z adnotacją „adresat nieznany”.

Spalone brudnopisy…

Jakob Potok od lat był zły na Opatrzność, co doświadczała go jak Hioba – bez żadnej dla niego wyraźnej przyczyny. Na dodatek ten list. Kopertę do Frau Lustig zaadresował już dawno, ale napisanie samego listu do Marianny zajęło mu dwa tygodnie. Nie lubił pisać listów ani do urzędów, ani do nikogo innego. Poczucie obowiązku było jednak silniejsze.
Nad każda frazą zastanawiał się się wiele razy. Skreślał całe akapity. W końcu, przy turkocie ostatniego wieczornego tramwaju, przepisał go na czysto.
Po żołniersku, w prostych słowach informował, że dziękuje, że zwraca środki, bo nie ma żadnego kontaktu z Frau Gertrudą i życzy zdrowia młodej mężatce i jej bliskim. To wydało mu się najważniejsze. Więcej napisać, uznał, nie może. Nadał list równo tydzień przed Wniebowstąpieniem Pańskim, do treści koperty dorzucając połowę otrzymanych szylingów.
Pominął całą resztę, popalił brudnopisy.
Nie napisał o tym, że do mieszkanka Gertrudy Hildebrandt wezwano policję, a ją aresztowano. W jej mieszkanku, w łóżeczkach znaleziono troje maluchów, wychudzonych z głodu jak szkielety. Podczas przeszukania, pod luźnymi deskami podłogi, znaleziono świeże zwłoki niemowląt owinięte gazetami. Inne były zakopane w rogu piwnicy. Odnaleziono dwanaście ciał lub szkieletów. Policja nie doszła do tego, ile z głodu i wycieńczenia zmarło ich naprawdę, ale prasa krzyczała, że było nawet kilkadziesiąt ofiar. Opiekunka brała od zdesperowanych matek jednorazowo pieniądze na odchowanie niemowląt – od 300 do 500 guldenów; obiecując im opiekę, potem adopcję i nowy dom. Zamiast kosztownego mleka od mamek dawała im wodę z mąką, ale przede wszystkim napar z makowin – zawarte w nim opium odbierało dzieciom odruchy, w tym płaczu i wołania o jedzenie. To też wychodziło znacznie taniej jak najmowanie karmiących mamek. Garść makowin kosztowała raptem 80 fenigów. A dzieci umierały cichutko, w narkotycznym letargu.
Jakob Potok nie napisał do Marianny, że jej dziecko – jak trafnie to ujął dziennikarz gazety „Danziger Allgemeine Zeitung” – było surowcem w Fabryce Aniołków.

Autor tekstu: Arkadiusz Onasch

Zaprezentowana oryginalna pocztówka z widokiem ulicy Weidengasse (Łąkowej) pochodzi z kolekcji Opowiadaczy Historii Dolnego Miasta w Gdańsku.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *