K jak ptaKi Dolnego Miasta zimową porą (część 2)
Nikt chyba się nie spodziewał że zima potrwa tyle czasu. Zaraz ktoś powie, że w kalendarzu kończy się dopiero w marcu. To prawda, ale przez parę ostatnich lat zima kończyła się zaraz jak się zaczęła. Jeżeli trwała trzy dni, to było dużo. Nasza Motława i jej Dzika Fosa za mojej pamięci nigdy tak długo nie była skuta lodem. Długa i bardzo zimna aura wpłynęła też na liczebność naszych skrzydlatych, tak pojedynczych osobników jak i różnorodności gatunków. Właściwie wszystkie ptaki pływające i nurkujące, a zatem pobierające pokarm z wody odleciały na zbiorniki które nie zamarzły. Nie ma łabędzi niemych, kormoranów i nawet krzyżówek.
W takich trudnych dniach jedynie łuszczaki oraz ptaki które żywią się inaczej zostały tu na miejscu. Dobrze sobie radzi dzięcioł duży który puka we wszystkie stare drzewa. Można go spotkać po każdej stronie Opływu Motławy.
Podobnie do dzięcioła zdobywa pokarm pełzacz, choć jest dużo mniejszy to i tak swoje robaczki znajdzie i zje. Ostatnio spotykam pełzacza leśnego. A przypomnijmy sobie że jest jeszcze pełzacz ogrodowy. Jakie są różnice, to już było w innej gawędzie.
Jest jeszcze mniejszy ptaszek od pełzacza czyli wole oczko lub jak kto woli strzyżyk. Ten spryciula wyciąga śpiące pajączki z każdej szczeliny. A musi jeść ich dużo, żeby utrzymać swoją tkankę tłuszczową pozwalającą przeżyć mu kolejną mroźną noc.
Idąc dalej, tam gdzie wystaje spod śniegu trzcina, trawa i osty możemy zobaczyć stada szczygłów. Tak są zajęte jedzeniem że czasami zapominają o drapieżnikach i o mnie, więc można uczynić parę zdjęć tym kolorowym łuszczakom. Szczygieł przeważnie w okresie zimowym zbiera się w dość liczne stada i spotkać pojedynczego osobnika właściwie nie można. Ułatwia to sprawę ich wyśledzenia, bo ich bielsze brzuchy widać z daleka. A jeśli jest ich więcej to pewniakiem są one.
Wspomniałem o drapieżnikach. Tak – są cały czas na Dolnym Mieście. Z wszystkich drapoli najlepiej w takie dni ma krogulec bo on żywi się przede wszystkim mniejszymi ptakami, a potrafi dopaść nawet gołębia. Jeżeli na śniegu zobaczycie dużo piór w jednym miejscu, to pewnie w tym właśnie miejscu krogulec miał swoją ucztę.
Myszołów też dalej patroluje te tereny, on nie pogardzi nawet padliną, jeżeli tylko ją znajdzie, bo o gryzonie jest dość trudno. Pozostał nam jeszcze nasz najmniejszy sokół czyli pustułka. Jak to sokół, ona może złapać małą myszkę ale nie pogardzi też sikorką albo wróbelkiem.
Teraz już powiedzenie
Aby do wiosny
jest bardzo aktualne i wszyscy czekamy, choć lubimy zimę, na cieplejsze dni, dni które są już dłuższe, czasami słoneczne, dające nadzieję na lato. Niech nadejdą, bo do Polski nadlatują już bociany.
Z zimowym pozdrowieniem autor kolejnej gawędy przyrodniczej i wszystkich zdjęć– Mariusz Lehmann
Warto też przeczytać:
K jak ptaKi Dolnego Miasta zimową porą


















