Kamienica mojego dzieciństwa

Na wstępie zaznaczę, że opisując moich dawnych sąsiadów nie będę używała nazwisk, ponieważ potomkowie tych osób żyją i być może nie będą zadowoleni z owego faktu.
Kamienica na Toruńskiej w której mieszkam od urodzenia (czyli to już będzie 67 lat) istnieje od XIX wieku. Kiedyś już wspominałam o tym przy okazji pisania artykułu o postaci Simona Ankera, który był właścicielem dwóch sąsiadujących ze sobą kamienic (3 grudnia minie dokładnie 90 lat od jego śmierci).

W środku - Krysia - siostra Eli

W środku – Krysia – siostra Eli

Mój Tata zamieszkał w niej w 1949 roku ze swoją pierwszą żoną (a przenieśli się ze służbowego mieszkania z ul. Chłodnej 10 m. 5). I tutaj, w tym samym roku urodziła się moja siostra. Byli drugimi lokatorami po sąsiadach z przeciwka, Panu Piotrze i Pani Zofii. Pan Piotr był lutnikiem i był niezwykłym gawędziarzem. Jego żona była pracownikiem ówczesnego ZUS-u. Ja już pamiętam czasy, jak byli oboje na emeryturze. Piętro niżej mieszkali Państwo S. z trójką dzieci Bożeną, Ewą (którą od czasu do czasu spotykam w naszej dzielnicy) i Adamem i psem Czarkiem, którego nazywaliśmy pieszczotliwie „włochaty pchlarz”. Moja siostra „kolegowała się” z nimi. Mam w swoim albumie zdjęcie z tamtych czasów.

Naprzeciwko mieszkała Pani O. z synami Leszkiem i chyba Bolkiem, ale nie jestem pewna, co do tego imienia. On był już zupełnie „dorosły” a ja smarkaterią. Na pierwszym piętrze mieszkali Państwo P. Pan był kuśnierzem a jego żona była „przy mężu”. Oni również mieli troje dzieci Krzyśka, Irka i Elę, którą nazywano Dziunią. W mieszkaniu naprzeciwko mieszkali Państwo Z. Z Panią Z. moja mama (druga żona mojego Taty) przyjaźniła się, a moja starsza siostra przyjaźniła się ze starszą z sióstr Danką. Z młodszą siostrą, Józefą (Ziutką) mam kontakt do dzisiaj.

Na parterze mieszkała Pani M. z mężem i niestety nie pamiętam czy mieli dzieci…

Państwo S. z parteru

Państwo S. z parteru (I i IV osoba od prawej)

Pani M. handlowała różnościami na rynku na Chmielnej. A moja siostra (kreatywność niekoniecznie pochwalana przez dorosłych) robiła ze swoimi kolegami i koleżankami różne psikusy wspomnianej Pani M. Być może było to spowodowane tym, że Pani M. nie lubiła hałasu, jaki robiły dzieci na podwórku i „goniła” je, nie pozwalając np. grać w piłkę pod oknami. Coś w rodzaju oko za oko. Dzieciaki były bezlitosne (w tym moja siostra). Stąd do moich rodziców pani M. przychodziła regularnie na skargę. I pozostała już ostatnia rodzina w naszej kamienicy Państwo S. Najmłodszy syn Państwa S. mieszka z rodziną do tej pory. Pani Janina była naszym „ratownikiem”. Stawiała bańki nam, przeziębionym i zasmarkanym, i naszym dzieciom w latach kiedy Państwo S. byli już na emeryturze.
Byłam bardzo chorowitym dzieckiem i nie nadawałam się do przedszkola (także z powodu wstrętu do mleka, a zupa mleczna z rana była obowiązkowym daniem w przedszkolu na rogu ul Toruńskiej i Okopowej), dlatego też moi rodzice „podrzucali mnie” kolejno do każdego z sąsiadów (kiedy latem nie byłam u jednej Babci, a zimą u drugiej). Nie zamykało się drzwi na klucz. Na porządku dziennym było odwiedzanie się i pomaganie sobie w chwilach kryzysowych. Atmosfera sąsiedzka była niezwykła, nikt nikogo nie pozostawiał w potrzebie.
Kiedy pozakładaliśmy własne rodziny i urodziły się nasze dzieci, atmosfera sąsiedzka była nadal wspaniała. Dzieciaki wspólne spędzały czas. Były wspólne sąsiedzkie wypady w plener, wspólne uroczystości typu urodziny, imieniny i spotkania sąsiedzkie kompletnie nieplanowane wcześniej. Nadal prowadziliśmy domy otwarte, a drzwi nadal nie były zamykane. W każdej chwili odwiedzaliśmy się na przysłowiową kawę czy sąsiedzkie „ploteczki”. A później?
A później nastąpiła inne epoka. Część sąsiadów się wyprowadziła. Ale mamy ogromne szczęście, bo „nowi” są wspaniałymi sąsiadami. I może nie odwiedzamy się tak jak dawniej, ale dalej jesteśmy w gotowości wzajemnej pomocy w razie potrzeby i dogadujemy się wspaniale, co do działań na rzecz naszej kamienicy i sąsiadów. Mogę śmiało powiedzieć, że my, mieszkańcy naszej kamienicy mieszczącej się na Dolnym Mieście możemy świecić przykładem dla innych, jeżeli chodzi o sąsiedzkość w starym stylu.

Autorka tekstu: Elżbieta Woroniecka.

P. S. Niestety w swoich zbiorach nie mam zdjęć wszystkich sąsiadów.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *