Listy z Gdańska pisane w marcu 1945 roku (część I)

Marzec 1945 roku. Miesiąc „wyzwolenia” Gdańska.
W archiwum Opowiadaczy Historii Dolnego Miasta w Gdańsku znajduje się pięć niemieckich listów napisanych na maszynie odpowiednio 8, 12, 14, 17 i 20 marca wspomnianego roku. Ich nadawcą jest Willy Just mieszkający wówczas na ulicy Engl. Damm (Angielska Grobla) 9 I. Dla ułatwienia lokalizacji – na rogu Angielskiej Grobli i Trojangasse (Seredyńskieg) stał wówczas budynek 10a (po wojnie w tym miejscu był kiosk z gazetami (ten po schodkach), a po drugiej stronie tej ulicy – 10b.
Treści tych listów będziemy publikować sukcesywnie wraz z tłumaczeniami. Premiera zawsze dokładnie 81 lat później.
Zaczynamy od listu datowanego na 8 dzień marca 1945 roku. W kalendarzu to był czwartek.

Moje kochane dziecko!
Chcę się dzisiaj ponownie odezwać. Mam nadzieję, że otrzymałaś już jeden z moich listów i wiesz, jak się czuję. Nadal mam się dobrze i wszystko idzie mi pomyślnie. Nadal mieszka u mnie rodzina uchodźców. Najprawdopodobniej zostanie tu na razie, ponieważ obecnie dość trudno jest stąd wyjechać. Właściwie to się z tego cieszę, bo to całkiem rozsądni ludzie. I kto wie, kogo bym dostał po nich, bo bez uchodźców raczej nie zostałbym tutaj, skoro mieszkam sam w czteropokojowym mieszkaniu. Dzisiaj rozmawiałem z Friedchen, która w ostatnią niedzielę była w Schönborn i u cioci Hedchen. Tam wszystko jest w porządku. Tylko ciocia Lieschen nadal bardzo kaszle i leży w łóżku. Nie słychać jeszcze o ewakuacji. Być może zostaniecie oszczędzeni od takich działań. Również tutaj, w Gdańsku, nie podjęto dotychczas takich działań. Mam nadzieję, że ujdzie nam to na sucho. Ale w obecnej sytuacji wojennej nie można nic przewidzieć i trzeba poczekać, jak rozwinie się sytuacja. Myślę, że dzięki zwycięskim walkom pod Lauban sytuacja Saksonii nieco się poprawiła. Często odbywają się naloty wroga na Saksonie, ale ataki są skierowane głównie na duże miasta. Mam nadzieję, że we Freibergu nie ucierpicie tak bardzo. Moje zmartwienia i myśli są zawsze z Tobą i małym. Niech Bóg sprawi, że pozostaniecie zdrowi i że wkrótce nadejdą dobre wieści od Egona. Co właściwie robi Mausi (Myszka)? Na tych dwóch kartkach, które właśnie otrzymałem od Ciebie nie wspominasz o niej ani słowem. Myślę, że pani Dröwke również nie otrzymała jeszcze żadnej wiadomości bezpośrednio od Mausi. Tylko pani Kuwert napisała już stamtąd. Przy tym złym połączeniu poczta podróżuje dość długo i trzeba mieć cierpliwość i zawsze mieć nadzieję na najlepsze, nawet jeśli bardzo martwisz się o przyszłość. Nic tym nie osiągniesz, a tylko niszczysz sobie nerwy. W tych trudnych czasach nie możemy nigdy tracić wiary i nadziei. Teraz, moje drogie dziecko, na dzisiaj koniec. Napiszę wkrótce ponownie. Wiem, jak bardzo czekasz na wiadomość. Pozdrowienia dla Reinerchen, Mausi i cioci Gretel, a także babci Wagner. Pozdrowienia również dla rodziny Kuwert.
Życzę Tobie i Frankusiowi wszystkiego najlepszego i pozdrawiam Was oboje serdecznym pocałunkiem w wiernej miłości,
Twój Tatuś.

Gdzieś tam pomiędzy słowami dotyczącymi rodziny lub znajomych można wyłowić też fragment dotyczący ówczesnej sytuacji w Gdańsku. Powtórzmy jeszcze raz słowo wypowiedziane przez osobę, która wtedy w marcu 1945 roku mieszkała w tym mieście.

Nie słychać jeszcze o ewakuacji. Być może zostaniecie oszczędzeni od takich działań. Również tutaj, w Gdańsku, nie podjęto dotychczas takich działań. Mam nadzieję, że ujdzie nam to na sucho. Ale w obecnej sytuacji wojennej nie można nic przewidzieć i trzeba poczekać, jak rozwinie się sytuacja.

Maszynopis ten oznaczony jest ręcznie numerem 4. Niestety – nie dysponujemy trzema pierwszymi listami.

c.d.n.

Autor tekstu: Jacek Górski.
Tłumaczenie – Andreas Kasperski.
Oryginalny list pochodzi z kolekcji Opowiadaczy Historii Dolnego Miasta w Gdańsku.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *