Listy z Gdańska pisane w marcu 1945 roku (część IV)
Minęło kilka kolejnych dni. Po listach napisanych 8, 12 i 14 marca przyszedł czas na czwarty w kolejności znany nam maszynopis. Będzie to tłumaczenie korespondencji pisanej przez Willy Justa – mieszkającego wówczas na Angielskiej Grobli 9 I – w marcu 1945 roku do swojej córki – w trzy dni od ostatniego listu.
17 dzień marca 1945 roku to była sobota.
Moje kochane dziecko!
Wczoraj otrzymałam Twój miły list z 9 marca. Bardzo dziękuję. Teraz znów wiem, jak się mają Ty i Frankchen. Szczególnie cieszy mnie to, że otrzymałaś ode mnie pocztę. Być może w międzyczasie nadeszła kolejna przesyłka. To wspaniałe, że Frankchen stał się już takim dużym mężczyzną. Co bym dał, żeby móc choć raz zobaczyć tego małego chłopca i mocno go przytulić? Ale na razie nie ma o tym mowy. Nie masz pojęcia, jak bardzo tęsknię za wami obojgiem. Ale nic nie pomoże, musimy odłożyć na bok sprawy osobiste i zachować nadzieję i wiarę w lepsze czasy, nawet jeśli czasami jest naprawdę ciężko. Nie chcemy jednak wzajemnie sobie przygnębiać serc, tylko cieszyć się, że Bóg do tej pory tak łaskawie nas chronił. On nadal nam pomoże i sprawi, że kiedyś znów się spotkamy.
Tutaj sytuacja nadal jest krytyczna, ale w końcu nie można oczekiwać niczego innego w pobliżu frontu. Nasz dom jest nadal nieuszkodzony i wszystko jest zawsze bardzo dobrze posprzątane. Wyobraź sobie, pani Westphal pojechała z córką do Schönbau, aby zabrać jeszcze kilka rzeczy i obie zginęły w swoim domu w wyniku bezpośredniego trafienia bomby. Czy to nie straszne? Zginął również Nauczyciel Schöpke. Teraz źródło (informacji) Dröwke wyschło.
Wczoraj byłam u pani Dr., która dała mi jeszcze kilka Marek (chyba żywnościowych). Nie martw się, moje kochane dziecko, dam sobie radę. Nie mam żadnych wiadomości z Schönbaum i Freihuben. Zakładam, że nadal tam są, bo inaczej ktoś już by się tu pojawił. Tak, moje drogie dziecko, wszyscy zostaliśmy rozdzieleni i wkrótce nie będziemy mieli o sobie żadnych wiadomości. Nie ma żadnych wiadomości od Egona, ale nie tracimy nadziei, ponieważ z Prus Wschodnich na pewno nie dociera teraz żadna poczta. Bądź więc nadal moim dzielnym dzieckiem. Jeśli chłopiec zostanie z tobą, będziesz miała kogoś, kim możesz się opiekować i kto nada twojemu życiu sens i treść. Tak, moje drogie dziecko, teraz zakończę, aby list wyszedł jeszcze dzisiaj.
Pozdrów serdecznie naszego małego chłopca i przekaż mu słodki buziak od dziadka Williego. Również teść przesyła ci serdeczne pozdrowienia. Jak na okoliczności, ma się dobrze. Jest teraz zupełnie sam, ponieważ jego uchodźcy odeszli. Jeszcze raz serdecznie pozdrawiam ciebie i Frankchen i całuję was z wierną miłością, wasz Tatuś.
Bardzo dziękuję za pozdrowienia od Mausi i proszę, przekaż jej pozdrowienia ode mnie.
Tylko jedno zdanie w liście porusza kwestię tego, jakie myśli towarzyszyły osobom mieszkającym wówczas w Gdańsku w kwestii nadchodzących dni:
Tutaj sytuacja nadal jest krytyczna, ale w końcu nie można oczekiwać niczego innego w pobliżu frontu. Nasz dom jest nadal nieuszkodzony…
Także i ten maszynopis pozbawiony jest odręcznego numeru. Ale z samej treści wyniki, że był on najprawdopodobniej siódmym w kolejności.
c.d.n.
Autor tekstu: Jacek Górski.
Tłumaczenie – Andreas Kasperski.
Oryginalny list pochodzi z kolekcji Opowiadaczy Historii Dolnego Miasta w Gdańsku.


