Mieszkałem na Dolnej 10a – wspomina Kazimierz Furmańczyk (część XXXIV)

Część I, Część II, Część III, Część IV, Część V, Część VI, Część VII, Część VIII, Część IX, Część X, Część XI, Część XII, Część XIII, Część XIV, Część XV, Część XVI, Część XVII, Część XVIII, Część XIX, Część XX, Część XXI, Część XXII, Część XXIII, Część XXIV, Część XXV, Część XXVI, Część XXVII, Część XXVIII, Część XXIX, Część XXX, Część XXXI, Część XXXII, Część XXXIII

23/ Po Stanie Wojennym

Czas nieubłaganie podążał do przodu. I w tym czasie trzeba było dawać sobie radę z wieloma trudnościami: organizacja życia prywatnego, dydaktyka i praca badawcza, pamiętając o tych, którzy wybrali mnie na „męża zaufania Solidarności”. Ze względu na nasze osiągnięcia w konstrukcji Spektroalbedomierza do pomiarów morskich, do których wydatnie włączył się dr Bogdan Woźniak z IO PAN w Sopocie, zostaliśmy włączeni do międzyresortowego projektu badawczego związanego z programem międzynarodowym INTERKOSMOS (program RWPG) w celu udziału w podsatelitarnych badaniach charakterystyk spektralnych powierzchniowych warstw wód.

Na stateczku na Zbiorniku Rybińskim (z prawej Adam Krężel)

Na stateczku na Zbiorniku Rybińskim (z prawej Adam Krężel)

Uzyskaliśmy w ten sposób możliwość brania udziału w eksperymentach INTERKOSMOSu na takich akwenach jak: Zbiornik Rybiński, Morze Czarne, Morze Śródziemne, Atlantyk i Bałtyk – na statkach rosyjskich. Dwukrotne w ciągu roku wyjeżdżaliśmy do Rosji celem brania udziału w eksperymentach, lub seminariach w gronie naukowców z krajów RWPG. Wtedy głównie współpracowaliśmy z: Instytutem Oceanologii RAS im. Szirszowa w Moskwie, Instytutem Badań Jezior w St. Petersburgu (Leningrad) i Instytutem Hydrotechniki Morskiej UAN w Sewastopolu oraz z naukowcami z innych krajów RWPG (Kuba, NRD, Bułgaria) i Republikami: Estonia, Łotwa, Litwa.
Seminaria odbywały się w: Moskwie, St. Petersburgu (Leningradzie) i w Jałcie, gdyż Sewastopol był miastem zamkniętym i nawet jedno odbyło się w Szczecinie.. Pamiętam, że wszędzie cieszyliśmy się wśród uczestników dużą sympatią ze względu na Solidarność i Stan Wojenny. Eksperymenty odbywały się: na Zbiorniku Rybińskim (największy na świecie sztuczny zbiornik wodny na Wołdze). Była tam w Boroku filia Instytutu z St. Petersburga z laboratorium badawczym i małym stateczkiem do pływania po Zalewie. Przy Eksperymentach na Morzu Czarnym , Śródziemnym i Atlantyku korzystaliśmy z portów bułgarskich (Warna, Burgas). Rosjanie z Boroku zorganizowali nam wycieczkę do Jarosławia, a w Bułgarii pojechaliśmy zwiedzić Neseber.

Do udziału w eksperymentach brałem naukowców początkowo z UG, a później z UG i USz. Wszystkie rejsy badawcze odbywały się na rosyjskich statkach badawczych. Gdy w centrali PAN w Warszawie dowiedzieli się, że mam płynąć na Atlantyk, nie otrzymałem paszportu. Zawiozłem tylko członków mojego zespołu z Gdańska (Adam Krężel) i Szczecina (Jerzy Prajs) do Warny, aby zaokrętować ich na statek badawczy z Sewastopola i życzyć udanego eksperymentu. Z tego, co sobie przypominam, oprócz pobierania prób wody z powierzchni morza (i analiza ich składu), głównym zadaniem było porównanie wyników pomiarów dwóch przyrządów: Spektrometru skonstruowanego przez Akademię Nauk NRD oraz skonstruowanego przez nas (w UG) Spektroalbedomierza. Było to dla nas ogromne wyróżnienie.

W tym czasie, po intensywnej namowie przez Zbyszka Mechlińskiego z OPGK Szczecin, zgodziłem się na rozmowę z Rektorem Uniwersytetu Szczecińskiego. Po zaakceptowaniu moich warunków, Rektor USz zgodził się i wystąpił do Rektora UG z wnioskiem o przejście za porozumieniem stron. Mimo, że wówczas byłem tylko doktorem, otrzymałem mieszkanie (zasługa OPGK). I mogłem zatrudnić trzy osoby (Jerzego Prajsa, Marka Kamienieckiego i Leszka Husa – wszyscy absolwenci Uniwersytetu Gdańskiego). Największa radość mojej rodziny była z mieszkania (31 m w Gdańsku, a 75 m w Szczecinie). Byłem rozczarowany jakością budowlaną mieszkania. Okna i drzwi po zamknięciu pozostawiały znaczne szpary. Ściany były w kształcie litery s. Podłogi nierówne i zupełnie nie trzymały poziomu. Do tego pokryte były płytkami PCV. W Gdańsku mieliśmy parkiet. Gdy mebel stawiałem w rogu, pod jedną z nóg trzeba było podłożyć 1-1,5 cm klocek. Bardzo męczyłem się z tym, aż po trzech latach sam położyłem podłogi.
Dodatkowo w latach 1985-91 równolegle pracowałem na pół etatu w UG. Częste wyjazdy do Gdańska oraz na eksperymenty i seminaria w Rosji skutecznie dezorganizowały moje życie rodzinne. Dzieci najbardziej cieszyły się z przestrzeni. Starałem się zawsze z wyjazdu do Rosji przywieźć im owoce lub zabawki, które sprawiały im wielką radość, gdyż u nas wszystkiego brakowało. Przykładowo jednego razu przywiozłem całą skrzynkę owoców granatu, innym razem skrzynkę pysznych pomarańczy. Przywoziłem też japońskie proszki do prania i inne drobiazgi. Dużą pomoc w organizacji domu okazywał nam Bogusław Poczopko z rodziną (z OPGK Szczecin, był za mną w Afganistanie).

Działalności w Solidarności nie podejmowałem, gdyż nie miałem na to sił ani czasu. I nie chciałem angażować się w działalność podziemną, gdyż nikogo tu nie znałem. Wystarczyła mi działalność w Solidarności w Gdańsku, gdzie cały czas pracowałem. Pewnego razu, gdy jechałem pociągiem ze Szczecina do Gdańska, zauważyłem na korytarzu Józka Borusewicza. Pracował wówczas w PGGK na Miszewskiego we Wrzeszczu w poligrafii, gdy ja jeszcze pracowałem w OPM Gdańsk i znałem go z kontaktów służbowych. Przywitaliśmy się i zapytał mnie, czy chciałbym porozmawiać z Bogdanem Borusewiczem, jego bratem. Z entuzjazmem wyraziłem chęć. Powiedział, że Bogdan jedzie w tym samym wagonie z Aliną Pienkowską, ale z „obstawą”. Gdy tylko Bogdan „zgubi ogon”, na chwilę przyjdzie do mnie. Po jakimś czasie Bogdan przyszedł. Przywitaliśmy się, przeprosił, że nie możemy długo rozmawiać. Powiedziałem mu „co u mnie” i opowiedziałem o swojej działalności naukowej i częstych moich wyjazdach do Rosji. Pytał jak ludzie w Rosji reagują na Solidarność i Stan Wojenny, Bardzo się cieszył słysząc, że zwykli ludzie obdarzają nas dużą serdecznością. Po chwili pożegnaliśmy się i poszedł do swojego przedziału. Życiorysy: Bogdana i Aliny można znaleźć a Wikipedii.

Pracując w UG i biorąc udział w ekspedycji PAN na Antarktydę zdobyłem doświadczenie w interpretacji temperatury powierzchni morza na podstawie obrazów satelitarnych. Gdy pracowałem już w Szczecinie, Politechnika Wrocławska skonstruowała dla nas m.in. stację przenośną odbioru obrazów satelitarnych APT z satelitów NOAA. Na tej podstawie i dokumentacji z USA, firma PPM Laboratorium ze Szczecina (dzięki Włodzimierzowi Pasztowi, który pracował również w naszym Zakładzie na części etatu) skonstruowała analogiczną stację wraz z systemem „RYBOSAT”. Antenę tej stacji można było zamocować na maszcie statku rybackiego. A na ekranie komputera można było identyfikować odpowiednie gradienty temperatury powierzchni morza, które wskazywały miejsca koncentracji ryb. Testowanie systemu Rybosat odbyło się na łowiskach Morza Beringa na statku PPDiUR „ODRA” pod koniec lat 80-tych. W tym rejsie brało udział dwóch asystentów z mojego Zakładu : Jerzy Prajs i Marek Kamieniecki (obaj absolwenci UG). Ja w tym czasie niestety nie otrzymałem paszportu. Ta pierwsza stacja z systemem Rybosat działała nieprzerwanie na statku ODRY ku zadowoleniu załogi, aż do likwidacji firmy. Wykorzystując stację przenośną APT, uczestniczyliśmy też w roku 1989 w eksperymencie na Zbiorniku Rybińskim. Oraz zorganizowanym w tym samym roku przez IO PAN w Sopocie Międzynarodowym Eksperymencie Ekologicznym na Bałtyku.
c.d.n.

Autor wspomnień i prawie wszystkich udostępnionych materiałów zdjęciowych – Kazimierz Furmańczyk

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *