Nasza klasa – wspomnienia, które mają już 40 lat

Pamiętacie jak w kwietniu br. przedstawiliśmy relację ze spotkania byłych uczniów klasy 8B ze Szkoły Podstawowej nr 65 w Gdańsku. To było fantastyczne wydarzenie dla osób, które się wtedy spotkały…
Oddajmy głos Hani, która bardzo ładnie to podsumowała:

Mam łezkę w oku ze wzruszenia…
Kto by pomyślał, że po 40 latach, nasze spotkanie okaże się strzałem w 10!
Że mamy odwagę przyznać się do błędów. Że bawią nas te same teksty. Że ciągle nam żarciki w głowie, jak wtedy kiedy mieliśmy po 15 lat. Że każdy z nas czuje się przy sobie swobodnie – bez napinania, bez zadufania. My ciągle mamy o czym rozmawiać, wręcz się przekrzykujemy.
Kto by pomyślał, że wyjeżdżając z Wami mam poczucie, że rozstaliśmy się wczoraj, że czas się zatrzymał, bo my jesteśmy wciąż tacy sami.
Klaso!!!!
Cieszę się, że wtedy byłam Wasza częścią, bo dziś wiem, że mam grupę wspaniałych ludzi wokół siebie.

Klasa 8B spotyka się po 40 latach. 18 kwietnia 2026 r.A jak to na takich spotkaniach bywa – wspomnieniom nie było końca.
Koniec roku szkolnego to chyba najlepszy moment, aby je oficjalnie udostępnić.
Poczytajmy zatem dzisiaj – o czym się wówczas w kwietniu rozmawiało. I powróćmy za sprawą tych rozmów do czasów podstawówki z pierwszej połowy lat 80. Być może nie tylko na Dolnym Mieście. Ciekawe czy Wasze wspomnienia będą podobne…

Iwona:

Ja mogę napisać że czas podstawówki wspominam wspaniale. Żal było się rozstawać. Wspaniałą rzeczą było się spotkać po latać. Niestety ja nie miałam tylu wspomnień z Wami, bo ja jestem z Olszynki i nie mogłam biegać do was popołudniami

Justyna:

A ja choć jestem podwójna babcią, dzięki Wam znów miałam 14 lat. To niesamowite uczucie.

Jarek:

A więc powiadacie, że mówili: „nie jesteście zgraną klasą, jak możecie być tak złośliwi dla siebie…”, itp. No cóż – chyba się mylili w swoich opiniach. Jestem i byłem już wówczas cichym obserwatorem naszego wspólnego życia i nie przypominam sobie, aby ktoś był szczególnie gnębiony. Byliśmy jak wszystkie dzieci, takie same, ani gorsze ani lepsze, czasami rozczulający się nad przydeptanym kwiatkiem, a kiedy indziej rozpruwający rybki z akwarium. Czasami zabawni, a czasami złośliwi…

Ten sam Jarek:Klasa 8B spotyka się po 40 latach. 18 kwietnia 2026 r.

Myśląc teraz o tym, co nas wówczas łączyło i o tym w jaki sposób opisujecie Wasze dzisiejsze odczucia, to mam jedno skojarzenie, miałem je już wcześniej, a teraz jestem jego pewien. Nasza historia jest jak ta romantyczna historia rodem z włoskiej Werony, gdzie dwa zwaśnione rody Montekich i Kapuletich, wydały na świat miłość Julii i Romea. Bo czymże jest nasza przyjaźń, jak nie rodzajem miłości. Ich historia miłosna i nasza historia „miłosna” są właściwie tożsame. „Wszystkie historie rozpoczynają się podobnie…nie dzieje się nic wielkiego” – przestraszone dzieci spotykają się w zerówce, inne dołączają w kolejnych latach – „Aby jedna gwiazda rozbłysła, trzeba żeby inna straciła blask. Rzecz jasna jest deszcz i przypadek…zmrok i brzmienie gitar” – wiele naszych sytuacji możemy tu podpiąć – „Możemy im uwierzyć…każdemu swemu słowu, swemu spojrzeniu” – i to właśnie robiliśmy, bo kiedyś byliśmy bardziej ufni – „Wszystkie historie mają swoją historię” – a tych naszych wspólnych historii jest nieprzebrana ilość, tylko pamięć czasami zawodzi – „Nie słuchajcie tego, co się Wam opowiada” – jak tego, że byliśmy niezgrani – „Miłość jest tym, co się liczy. Będziemy się kochać bez końca. Będziemy się kochać tak mocno…” – w NAS to trwa od dziesięcioleci, sami nie zdawaliśmy sobie sprawy z siły tego uczucia – „A później…powoli, nieświadomie…przechodzimy od uczucia do wspomnienia” – czyż to właśnie nie jest nasza historia, którą napisaliśmy kiedyś i którą piszemy teraz każdego dnia? – „Wszystkie historie zaczynają się podobnie…nie dzieje się nic wielkiego” W naszym przypadku żadna gwiazda nie straciła swego blasku, jest wprost przeciwnie wszystkie rozbłysły nowym dojrzałym światłem i niech tam…niech nasz blask razi w oczy wszystkich innych, czego nam życzę.
Cytaty pochodzą z musicalu „Romeo i Julia”.

Jarek dodaje na zakończenie:

… serce dyktuje treść… wystarczy zamknąć oczy… dostałem kiedyś 5 z napisanej rozprawki, pamiętam temat: czy warto mieć swoją biblioteczkę – zalety i wady. To była jedyna 5 z polaka w mojej 8-letniej karierze. W nagrodę czytałem ją przed całą klasą dumny. Tylko, że tak naprawdę to tę rozprawkę napisał mi starszy brat. Pająkowa (nauczycielka matmy) miała rację – zdolny ale leniwy!

Magda:

Dołożę się też trochę do naszych wspomnień. Będąc mieszkanką wojskowego bloku trochę zazdrościłam tym, co mieszkali w tzw. starych domach czyli pięknych i zabytkowych kamienicach, bo ich mieszkania były takie tajemnicze, wysokie z drewnianymi podłogami, dużymi drzwiami, piecami. One miały piękne klatki, schody, strychy. Wówczas w mojej wyobraźni pasowały do książek przygodowych, które uwielbiałam czytać. Pamiętam mieszkania Kasi, Basi, Iwony oraz Justyny. Każde inne, każde miało tzw. duszę. Nasze z bloku wojskowego były wszystkie takie same 🙁

Justyna:

Wszyscy w tamtych czasach mieli meblościanki i segment zwany Kaszubem. U mnie wisiał jeszcze dzik na ścianie wisiał.

Justyna:

Tak. My byliśmy pierwsi, co mieli zabudowana szafę w starym otworze drzwiowym. Danka najbardziej ją pamięta…

Danka:

Po szkole poszłyśmy z koleżanką do Justyny. W domu bawiłyśmy się w chowanego. Ja weszłam do cudownej szafy, która zrobiona była we wnęce na podwoje drzwi do drugiego pokoju. Siedziałam długo, ale jakoś nikt mnie nie znalazł. W końcu otwieram drzwi szafy. Chcę wyjść, a tam stoi tato Justyny i robi wielkie oczy, że jakiś obcy dzieciak wychodzi z jego szafy!

Justyna:

Mój Tata był świetny pod każdym względem. Ale doceniłam to jak już byłam dorosła. Był wyjątkowy, nawet wyznaczając kary, które były dla mnie nieznośne. A teraz uważam, że to było mistrzostwo świata w prawidłowym wychowywaniu dzieci.
Klasa 8B spotyka się po 40 latach. 18 kwietnia 2026 r.Kary moje i brata nie polegały na zakazie wyjścia na dwór lub oglądaniu telewizji. My przepisywaliśmy ładnym pismem i ze zrozumieniem wersy „Pana Tadeusza”. Tata sprawdzał, musieliśmy opowiedzieć o fragmencie który przepisaliśmy i był koniec kary. Nienawidziłam tego i negocjowałam, że wolę lanie. Ale On był nieugięty. Był bardzo konsekwentny, czego mi do syna niestety brakowało. Teraz uważam, że bardzo mądre to było z jego strony. Kara coś nam wnosiła do głowy.
I teraz paradoks życia. Od 25 lat mieszkam na Osiedlu Pana Tadeusza. Czy to nie dziwne?
Raczej nie, bo bardzo lubię to miejsce. I o każdej nazwie ulicy potrafię opowiedzieć. Ja mieszkam akurat na ulicy Telimeny , ale są też tu ulice: Zosi, Wojskiego, Świtezianki, Soplicy i wszystkich innych ze znanego mi dobrze „Pana Tadeusza”.

Jarek:

Danusiu, rok temu zaproponowałem przewodni utwór muzyczny naszego spotkania w Borucinie, była to piosenka KOMBII „Pokolenie” – fragment refrenu brzmi: „Każde pokolenie ma własny czas, każde pokolenie chce zmienić świat, każde pokolenie odejdzie w cień, A NASZE NIE…”
Mam taki pomysł, wykorzystajmy te moje opisy naszych spotkań (ostatnie na ukończeniu), nasze rozmowy w grupie, przelejmy to na „papier cyfrowy” i wykorzystajmy Twoje zamiłowanie jako Opowiadacza historii – nie pozwólmy, aby nasze pokolenie „klasowe” odeszło w cień, niech zostanie po nas ślad, niech za 100 lat – przynajmniej lokalsi, czytają naszą historię niczym Romea i Julii.

Danusia:

Zobacz ile tu jest wątków do rozwinięcia: kary, umeblowanie mieszkań, nawyki, zabawy, rodzice… ogrom!

Dorota:

Przypomina mi się jak rodzice zrobili lodowisko na kanale. A inicjatorem był Magdy brat i nas pilnował. Taki ważny był. W następnym roku straż pożarna zrobiła lodowisko w ogródku jordanowskim. Wtedy, to były zimy.

Justyna:

W ogródku jordanowskim, to pamiętam lodowisko, ale na kanale to nie, bo mi chyba nie pozwalali rodzice.

Dorota:

Ja się wstydziłam, bo miałam czarne męskie łyżwy, po kuzynie, nowe – więc jak to rodzice – szkoda itd.

Magda:

Też pamiętam, jak jeździliśmy na łyżwach na kanale i na jordanku też. Tylko łyżwy miałam tzw. saneczki, do butów na paskach przyczepiane, tak, że też nie miałam „figurówek”. Z zimowych aktywności to sanki na Kręconej i Łysej super zabawa, wracałam cała mokra. Na Łysej to były dzieci z innych dzielni, ale wszyscy razem się bawili.

Justyna:

Ja też nie miałam figurówek, Miałam właśnie takie na paski, albo łyżwy mego brata, do wyboru hokejówki 3 rozmiary za duże, Tez pamiętam wspomniane górki, ale tam wtedy była dzicz, zarośla. A Baczek do kąpieli pamiętacie? Chodziłam patrzeć, jak skaczą do wody. Ja się bałam, poza tym matka by mnie zabiła chyba.

Magda:

Pamiętam Baczek. Moja mama chodziła się tam opalać, a ja mogłam do wody wchodzić. Tylko pamiętam, że tam były pijawki i bardzo się ich bałam. Na Baczku była zatopiona wanna do góry dnem, można było podpłynąć i na niej stanąć. Pamiętam jak chłopcy skakali z mostu i murku. Jak teraz o tym pomyślę, to strach, tam było dużo wirów w wodzie. Była tam niedaleko wyspa, na którą szłyśmy z koleżanką, chyba jak odpływ był.

Justyna:

Boże. Jakie to były wspaniałe lata, Trudno uwierzyć, że już jesteśmy w wieku przedemerytalnym. Nie do wiary. Jednak to prawda, że jesteśmy tu tylko na chwilę. Dlatego tym bardziej doceniam to, że raz w roku mam szansę cofnąć się do tych młodych lat. To bezcenne i niedostępne dla wszystkich.
Dzieciństwo z kromką chleba z cukrem – w rękę, bo nie było czasu być w domu. Ciągle było chałupkowanie lub podwórze.

Dorota:

Teraz, jak jestem u rodziców i stoję na balkonie i widzę, jak głową w dół zwisam z trzepaka, a matka się wydziera, że mam zejść natychmiast. Albo średnio dwa razy w roku zbita szyba, jak chłopaki grali w piłkę, a bramka wycelowana centralnie w nasz balkon.
Klasa 8B spotyka się po 40 latach. 18 kwietnia 2026 r.Teraz jest tam cisza i poza samochodami – nic.
Pamiętam rozróby i płonąca cysternę na Toruńskiej, wytarganą z bocznicy kolejowej.
Dzieciaki z niezłą historią z nas. Ciekawe, czy inni tak mieli. Czy tylko my, wyjątkowo niezgrani, mieszani w klasach…

Na koniec krótkie podsumowanie. Jarek miał fantastyczny pomysł. Pomysł, który trafił w dobre ręce Opowiadaczki Historii. I dzięki temu ślad po tym spotkaniu i po naszej klasie pozostanie na długie lata.

Całość opracowała i zredagowała: Danuta Płuzińska-Siemieniuk

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *