O kreatywności, czyli do czego mogą służyć książki
To tak działa. Natchnienie przychodzi znienacka. A szczególnie jak ktoś napisze jakieś wspomnienia i nagle przypomina się własne. Pamięć napędzająca się. A i wiek odgrywa tutaj dużą rolę i chyba wszyscy ze „starszej młodzieży” znają to z autopsji: pamiętamy to co się działo kilkadziesiąt lat wcześniej a nie pamiętają jaki film oglądali poprzedniego wieczoru … sic!
Tak było i w tym przypadku. Moim. Przeczytałam artykuł o tym jak to dziecko (Jacek G, Prezes) malował po encyklopedii cyferki.
Dodatkowo, pisząc artykuł o ulubionych bajkach mojego dzieciństwa (a mam ich dość pokaźną kolekcję, bo tak bardzo ciężko się z nimi rozstać), zaczęłam je przeglądać. I co znalazłam? Wyniki kreatywnej twórczości kilkulatki (czyli mnie) i jej starszej siostry Krysi, która zaczynała rysować. A ja domalowywałam resztę. Tak jak umiałam. Chociaż zdarzały się przebłyski własnej twórczości w całości, tak jak w przypadku pająka narysowanego w ramach malutkiej zemsty na starszej siostrze za psikusy. A ponieważ panicznie się bała pająków, nawet tych malutkich, więc tak to może było. W sumie nie wiem, skąd taka przyjemność malowania po pustych kawałkach ulubionych bajek… a może chęć dorównania pięknym ilustracjom i sprawdzenia swoich umiejętności… no ale co w przypadku, kiedy tekst i ilustracje kompletnie odbiegają od „twórczości”? Hmmm… zagadka. Niestety może i mam pamięć retrospektywną stosowną do wieku, ale AŻ tak to nie sięgam pamięcią.
Galeria prac Eli
Galeria prac Krysi
A Wy? Jak z Waszą twórczością? Czy byliście grzecznymi kilkulatkami i używaliście do swojej twórczości kartek z bloku rysunkowego? Czy może tak ja wykorzystywaliście każdy wolny skrawek? Mnie w sumie pozostało to do dzisiaj, chociaż teraz ograniczam się do zakreślania ciekawszych fragmentów godnych zapamiętania.
Wspominała: Elżbieta Woroniecka.

















