Pracownia krawiecka wileńskiego krawca Stanisława Chlewińskiego
Mieliśmy to szczęście. że w oficynie kamienic na Śluza 1 stał samodzielny budynek w którym swoją pracownię krawiecką zorganizował po wojnie mistrz krawiecki Stanisław Chlewiński. Załączona mapka z Geländeplanu Gdańska z 1927 roku wskazuje kolorem żółtym jego lokalizację.
Pan Stanisław przyjechał do Gdańska po wojnie z Wilna wraz z rodziną, z ulicy Lipowej. Chlewińscy byli naszymi sąsiadami i mieszkali pod adresem Śluza 1A na pierwszym piętrze.
Pracownia krawiecka mieściła się w samodzielnym niewielkim budynku dawnego warsztatu, na jego pierwszym piętrze. Fragment naroża budynku wyłaniającego się zza budynku Reduta Wyskok 2 (tak, tego gdzie jest teraz ISE ), widać na tej fotografii pierwszej. Po powiększeniu – fotografii budynku warsztatu (patrz zdjęcie następne) widać, że w parterze były komórki na węgiel, a po zewnętrznych schodach drewnianych wchodziło się na piętro gdzie przez żółte drzwi było wejście do pracowni krawieckiej.
Strych budynku służył nam, dolnomiejskim chłopakom, do celów rekreacyjnych: stał tam stół do ping-ponga i sprzęt siłowni do ćwiczeń. Sama pracownia krawiecka na piętrze miała dwa stanowiska do pracy.
Przy dużym panoramicznym oknie z widokiem na plac wewnętrzny kwartału w stronę Thalmanna, stały dwie maszyny do szycia chyba marki Singer (na fotce moja własna którą mam teraz w mieszkaniu na Dobrej) .
W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych pracownia krawiectwa męskiego była bardzo ważnym miejscem realizacji potrzeb mieszkańców, a sława jej sięgała daleko. Poza odzieżą sezonową taką jak jesionki, pelisy damskie i męskie, garnitury i ubrania na każdą okazję: ślubne, wizytowe, komunijne, można tam było wykonać każdą przeróbkę i dopasowanie posiadanej odzieży.Wielką zaletą pracowni było wykonywanie na zamówienie wszystkiego, co było modne w danym momencie, a co nie łatwo było kupić w sieci handlowej tamtych lat. Szyto więc w pracowni modne spodnie: kultowe dzwony i szerokie szwedy.
Pan Stanisław swoje zlecenia realizował wraz z synem Józkiem, na którego najczęściej mówiliśmy Ziutek lub Józwa. Ziutek był kilka lat starszy od swojego brata Krzyśka, mojego kolegi i przyjaciela do dziś. Stąd moje bliskie kontakty z nim. Ziutek był fanem sportu, a w szczególności boksu i żużla. Wśród jego kolegów było wielu wybitnych sportowców z GKS Wybrzeże, Stoczniowca i Gedanii. Sportowcy chętnie odwiedzali zakład krawiecki. A byli wśród nich bokserzy m.in.: medalista olimpijski Hubert Skrzypczak, a także polscy medaliści bracia Piotr i Jerzy Bobrowscy (mieszkający nieopodal) oraz Zbigniew Hapke z Przyokopowej. Kiedyś idąc do Józka natknąłem się na Janusza Gerleckiego – wtedy świeżo upieczonego mistrza Polski wagi ciężkiej. A tak w ogóle, to wszyscy byliśmy kibicami bokserów Gedanii, która rozgrywała walki bokserskie w halach ZNTK na Przeróbce ( pomiędzy remontowanymi wagonami rozstawiano w niedzielę ring i ławki dla kibiców). Bywali w zakładzie u Józka i wybitni żużlowcy, z Zenkiem Plechem na czele!
Marek Bumblis
PS. Na załączonych fotkach jestem z Jurkiem Skierką (Georgiem Schielke) w kurtkach uszytych u Chlewińskich na wzór Beatlesów, z dewetyny, po którą „z metra” jeździliśmy z Jurkiem aż do Gdyni. Wszyscy, w tym Krzysiek Chlewiński na oddzielnej fotce, w prawdziwych szwedach uszytych przez Ziutka! Szerokość nogawek u dołu 30 cm! Jak widać aktualna moda wróciła do lat sześćdziesiątych…:)
Wszystkie udostępnione zdjęcia pochodzą z archiwum autora z wyjątkiem kolorowej fotografii z 1995 roku. Pochodzi ona z publikacji: „Miasto jak ogród”. Część 8 – Śródmieście, Dolne Miasto.





