Tramwaj zwany podążaniem w relacjach K+E+D
Z trzech różnych części Gdańska podążały 6 stycznia w kierunku Parku Siennickiego trzy Opowiadaczki Historii Dolnego Miasta w Gdańsku. To w tym miejscu właśnie punktualnie o godzinie 12:00 rozpoczynał się spacer pod tajemniczym tytułem „Tramwaj zwany podążaniem”. A kiedy przed godziną 14:00 przy czerwonym tramwaju na ulicy Wróblej przyszło się pożegnać, każda z Opowiadaczek wniosła tego dnia w darze swoją autorską wersję relacji z tego wydarzenia.
Relacja Kasi. Sześć szóstek
Zbiegiem przypadkowych/nieprzypadkowych okoliczności nazbierało nam się sporo szóstek w tym pierwszym tegorocznym spacerze Opowiadaczy Historii. Sześć minut przed godziną szóstą rano rozpoczął się świt astronomiczny, by po sześciu godzinach, czyli punktualnie o godzinie 12 szóstego stycznia 2026 roku prezes Jacek Górski mógł odegrać dźwiękowy sygnał zapowiadający rozpoczęcie spaceru.
Grupa zwiedzających spotkała się w Parku Siennickim, od niedawna Parku im. Prof. Franciszka Duszeńki, czyli niedaleko – nomen omen – znanego poniektórym Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 6!
Przy temperaturze -6 stopni Celsjusza, świecącym słońcu i dopisujących humorach pokonywaliśmy kolejne przystanki nader przyjemnie.
Pokonaliśmy trasę od wspomnianego Parku Siennickiego do ostatniego przystanku tramwajowego na ulicy Wróblej.
Ocena na semestr nie może być inna, jak tylko: szóstka z plusem! (choć na pogodowym minusie).
Dla zaskoczonych dokładnością zarejestrowanych godzin i temperatur załączamy linki do stron meteo:
https://meteogram.pl/slonce/polska/linia/
https://meteofor.pl/news/klimat/pogoda-w-polsce-na-6-stycznia-miejscami-snieg-w-ciagu-dnia-do-6-c/
Relacja Eli. Mróz, jak to w zimie bywa…
Zastanawialiśmy się, my – Opowiadacze Historii, czy ktoś się skusi na wędrówkę wzdłuż dawnej linii tramwajowej w taki mróz. Start spaceru wyznaczyliśmy w Parku Siennickim, czyli w Parku im. Prof. Franciszka Duszeńki. Powoli zaczęli się schodzić uczestnicy. I punktualnie o 12, po odsłuchaniu hejnału z wieży mariackiej w Krakowie (a raczej z grającej pocztówki), nasz Prezes Jacek powitał wszystkich i rozpoczęliśmy spacer wg licencji opowiadaczy. Najpierw Kasia opowiedziała nam trochę o historii – jak i kiedy powstał wspomniany Park Siennicki. I ruszyliśmy.
Zatrzymując się przy nieistniejących już przystankach tramwajowych, zastanawialiśmy się, kto mógł wysiadać na nich i w jakich kierunkach udawać się do miejsc docelowych i tak pojawiły się kolejne wspomnienia. VI Liceum im. Obrońców Helu, Brama Długich Ogrodów zwana Żuławską, stadion żużlowy, zimą zamieniony w czasach naszego dzieciństwa w lodowisko, o którym Ania opowiadała pokazując swoje łyżwy i wspominając powroty i grzanie się i suszenie mokrych ubrań od śniegu przy naszych piecach. Fabryka bombek Gedania. I tutaj mogliśmy zobaczyć bombki produkcyjne, pamiątka rodzinna Kasi. Jacek opowiadał nam o kolejnej szkole, którą nazywaliśmy zwyczajnie Ekonomik. I kolejny przystanek – kościół św. Barbary i opowieści Danki o kolorowych szkiełkach z powstawania witraży. Wspomniałam o budynku, który stał u zbiegu ulic dawnej Elbląskiej i Łąkowej przed powstaniem pawilonu, w którym mieszkańcy zaopatrywali się w ryby i artykuły mięsne. W owym budynku, swoją pierwszą siedzibę miał zakład fotograficzny Waldemara Bruńca. Tam miałam zrobione zdjęcie na swoje pierwsze urodziny i zdjęcie do legitymacji zuchowej. I kolejna szkoła. Tym razem podstawówka o numerze 4 i koszary. Wspominaliśmy także tramwaje obwieszone pasażerami, o których mówiono w tamtych czasach, że podróżowali „na winogrona” chwytając się niebezpiecznie wszystkich wystających elementów tramwaju. I dziwne jest to, że nic nikomu się nie stało, a przynajmniej nie słyszałam o takim wypadku.
Przeszliśmy następnie na część Dolnego Miasta kierując się wzdłuż dawnej linii na ulicy Łąkowej, a zmierzając w stronę dawnej zajezdni. Na przystanku przy obecnym LPP, wspomnieliśmy o WPHW, Elmecie i pierwszym i jedynym moim mandacie za jazdę na gapę, kiedy to nie chciało mi się iść pieszo jeden przystanek z pracy (Elmet) do domu. Opowiadaliśmy o pracownikach Zakładów Futrzarskich tzw. Futerek. Kolejny przystanek to ten w stronę „miasta” przy naszym kościele. No i końcowy. „Zajezdnia na Łąkowej”, przystanek na dawnej Thalmanna obecnie Wróblej, a zajezdnia na ul. Kurzej. Wspominałyśmy z Anią upiorne dźwięki tramwajów, wyjeżdżających nad ranem z zajezdni. Tramwaj stojący przy ul. Wróblej, symbolizujący dawną linię wiodącą na Dolne Miasto to był rzeczywiście przystanek końcowy. I tak skończyły się nasze opowieści o nieistniejących przystankach, o ludziach tłumnie wysiadających i śpieszących w różne miejsca docelowe, szkoły, prace, rozrywki… To był nasz łącznik z resztą miasta, który jest już wspomnieniem.
Relacja Danki. Czego to człowiek nie wymyśli, żeby nie siedzieć bezczynnie w domu
Ano, człowiek zachęca innego człowieka, do wspólnego wyjścia i zaplanowania trasy spaceru, wstępnie zwanego „tramwajowym”. Właśnie taki pomysł przyszedł mi do głowy, a przy okazji pomyślałam też o innym pasjonacie, który – a jakże – pomysł przyjął. Porwawszy bezdotykowo w grudniu onego pasjonata, ruszyliśmy wspólnie, by ustalić trasę.
Efekty znają uczestnicy, których naliczyłam 35 osób. Wszystko wskazuje na to, że spacer się udał, co widać było po uśmiechniętych, ale i skupionych na opowieściach uczestnikach oraz narratorach. Fajnie jest po prostu wyjść z domu i zobaczyć się z osobami, które ciekawi nasze opowiadanie Dolnego Miasta. Tym razem z perspektywy tramwaju, który mogliśmy sobie wyobrazić, a na końcu nawet do niego wsiąść. To była bardzo sympatyczna podróż.
Za kronikę zdjęciową odpowiedzialni byli: Stary Ziomek i Morze oraz Danuta Płuzińska-Siemieniuk.



















Jak zwykle – brak słów! Jesteście wspaniali! Pozdrawiam serdecznie!