Ulica Łąkowa na pocztówkach (część V)

Jutro początek roku szkolnego. Wszystkie dzieci zgodnie z wcześniej podanym harmonogramem po wakacyjnej przerwie przekroczą mury swojej szkoły, gdzie czeka ich kolejne 10 miesięcy szkolnej edukacji. A w następnym roku w czerwcu będą wspominać te najlepsze chwile kojarzone ze szkołą. Ciekawe czy będą wśród nich wspomnienia podobne do tych, które miały dzieci z tej przedwojennej pocztówki.

Pewnego dnia w drodze do szkoły minęły zabudowania dawnej Królewskiej Fabryki Karabinów, budynek Gdańskiego Monopolu Tytoniowego (obecnie siedziba LPP), wysoką kamienicę pod aniołem (widzicie na pocztówce gdzie ten anioł kiedyś był zamocowany?) i zatrzymały się nagle na środkowej alejce ulicy Weidengasse (współczesnej Łąkowej).
Ulica Weidengasse (Łąkowa) - front przedwojennej pocztówkiAle to nie zapach świeżego chleba i bułeczek wypiekanych w pobliskiej piekarni na Łąkowej 52 był przyczyną ich postoju.  A ich wzroku nie przykuł wcale  stojący przy kamienicy numer 3 elegancki samochód. Albo być może nadjeżdżający z lewej strony tramwaj linii pięć udający się w kierunku zajezdni na ulicy Wiosennej. Zaskoczeniem dla nich był pewien jegomość z dziwnymi utensyliami (nie pamiętały już skąd znały to dziwne, ale śmieszne określenie…), który stał po drugiej stronie skrzyżowania z ulicą Reitergasse (Ułańską). Przed nim stał jakiś przyrząd na trzech nogach w kształcie dziwnej czarnej wysuwanej skrzynki ze szklanym okiem skierowanym właśnie na nich. Ale oko to wcale do nich nie mrugało. Tylko miało w sobie jakąś moc, która przyciągała ich wzrok. I spowodowała, że na chwilę zamarli w bezruchu. Ale nie tylko one. Na krótką chwilę miało się wrażenie, że cały świat się zatrzymał. Stojący obok nich mężczyzna powiedział szeptem jakieś nieznane im słowo…

zahipnotyzował nas!

A potem jak za dotknięć czarodziejskiej różki wszystko wróciło do stanu poprzedniego. Znowu było słychać stukot drewnianych kółek od jadącego po kocich łbach wózka. Skrzypnęły drzwi prowadzące do wnętrza restauracji na rogu. Kierowca uruchamiał silnik w swoim automobilu. Strącona wiatrem gałązka spadła z trzaskiem na ziemię. A w powietrzu odezwał się jakiś ciemny ptak.
Dzieci uświadomiły sobie, że spóźnią się na pierwszą lekcję. W te pędy pokonały więc skrzyżowanie, minęły pana, który składał właśnie drewniane nogi i układał je delikatnie obok czarnego pudełka i… przekrzykując się, pobiegły w kierunku szkoły. Na boisku opowiadały innym dzieciakom swoją przygodę. Ale nie wszyscy chcieli w to uwierzyć. A dowodów przecież na to spotkanie nie mieli… Do czasu!!!
A kiedy zbliżały się wakacje i Pani na lekcji zadała im pracę domową

Co najbardziej pamiętasz z mijającego roku szkolnego?…

część z nich opowiedziała swoimi słowami tę jesienną, uliczną przygodę z fotografem (teraz już wiedziały kim był ten pan). A na dowód tego wydarzenia każde z nich wspomniało o pocztówce, którą jakiś czas później ich rodzice, sąsiedzi lub bliscy kupili w sklepie papierniczym, kiosku z gazetami albo na straganie z różnymi pamiątkami z Gdańska.
Na pocztówce w kolorze sepii widać fragment ulicy Weidengasse na skrzyżowaniu z ulicą Reitergasse. Po prawej stronie zdjęcia widać zaparkowane auto. Po lewej ze szczytu jednej z kamienic spogląda na wszystkich figura anioła (teraz już ją dostrzegacie?). A w centrum stoją one – dzieci z pobliskiej szkoły. Nieświadome tego, że ich drobne sylwetki będą cały czas stać na wspomnianym skrzyżowaniu nawet te prawie 100 lat później…

Zaprezentowana w tym miejscu oryginalna pocztówka z obiegu pochodzi z kolekcji Opowiadaczy Historii Dolnego Miasta w Gdańsku.
Po dziesięciu latach opisywania pocztówek z Dolnego Miasta okazuje się, że cały czas może nas wszystkich zaskoczyć nowy, nieznany gdański wydawca. Charles Hundt był fotografem z ulicy Langgarter Hintergasse (Sadowej) 3. Charles Hundt - przedwojenny fotograf z ulicy SadowejI za sprawą tej pierwszej znanej nam pocztówki zapisujemy go na listę tych, którzy wędrowali z aparatem fotograficznym po Dolnym Mieście i dzięki którym może zobaczyć jak ta dzielnica wyglądała 100-110 lat temu. Celowo wyróżniliśmy jedno ze słów w poprzednim zdaniu, ponieważ jak pisał o sobie sam Charles Hundt w Księgach Adresowych. Był fotografem podróżującym (Reise-Photograph). Najprawdopodobniej zatem nie specjalizował się w portretach, a ujęciach plenerowych, takich jak to z przedwojennej ulicy Łąkowej. I robił je podczas swoich wędrówek – być może nie tylko po Gdańsku.

Ulica Weidengasse (Łąkowa) - tył przedwojennej pocztówkiKartka została wypisana 22 września. Ale nie widać na niej informacji o osobie do której ta korespondencja miała trafić. Mogła więc zostać włożona do koperty, na której pojawił się brakujący nam adres. Albo być może została przekazana osobiście… A może nigdy nie została wysłana… Kto wie…

Zaprezentowana oryginalna pocztówka z obiegu pochodzi z kolekcji Opowiadaczy Historii Dolnego Miasta w Gdańsku.

Autor artykułu: Jacek Górski.
Fragment Gdańskiej Księgi Adresowej pochodzi z 1925 roku.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *