Wyjątkowy spacer w szczytnym celu
Upał, żar leje się z nieba, ale nic to. Spacer i umówione spotkanie, więc nie ma co się wyginać.
Ten spacer był wyjątkowy dla mnie. Dlaczego? Otóż zgłosiłam naszą, czyli Stowarzyszenia OH, ofertę spaceru z lokalnym przewodnikiem po Dolnym Mieście, jako przedmiot/usługa do licytacji na rzecz Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy 2025. Licytowało kilka osób, ale ostatecznie wygrał ten jeden ktoś.
Długo nie wiedziałam kim jest ta szczęśliwa osoba. Aż tu po kilku tygodniach od licytacji zostałam uświadomiona. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że jest to kolega zaprzyjaźniony z naszą organizacją. A na dodatek wolontariusz, który robi dla nas i dla Was drodzy czytelnicy- zdjęcia i filmiki z Dolnego Miasta, które znajdujecie jako relacje np. z Choinki na Dolnym!
To była dla mnie mega miła niespodzianka, że to właśnie z tym człowiekiem pójdziemy w miasto. W Dolne Miasto 🙂
Gdzieś tak na początku sierpnia zapytałam, kiedy idziemy, padła od razu odpowiedź, że za tydzień. No i poszliśmy. Okazało się że łącznie było nas dwadzieścia osób, a pozostałe osoby, to goście naszego kolegi licytującego.
Goście to pasjonaci fotografii mobilnej. I jak się okazało, zjechali się z różnych zakątków województwa, by wspólnie poznawać i utrwalać na zdjęciach Dolne, że o jego sławie nie wspomnę. Sławiłam się i ja – lokalna, subiektywna przewodniczka 🙂
Spacer i dla mnie był nieco odmienny. Bo po raz kolejny odkrywałam nowe elementy, fragmenty ulicy, czy stary plakat stanowiący fragment scenerii do filmu. Odkryłam też, że jest piękny herb, gdzieś na szczycie bardzo wysokiej kamienicy. Ale jeszcze nie wiem co na nim jest, ani co oznacza. Odkryć było jeszcze kilka. Szczególnie podobało się nam wszystkim zaproszenie od pewnego mieszkańca, który zaprosił nas na swoje podwórko i pokazał cegłę, która jest wmurowana w budynek w którym mieszka. Cegła o tyle nietypowa, że są na niej odręczne napisy. Prawdopodobnie napisał go ktoś podczas pracy w cegielni, gdy glina w tej cegle była miękka i pozwoliła dokonać takie właśnie zapiski. Arcyciekawe. Podziękowaliśmy panu za opowieść o swoim mikropodwórku i poszliśmy dalej na zwiedzanie.
Jeszcze kilka ciekawostek i czas było się żegnać.
Jak dla mnie, to Dolne Miasto absolutnie nigdy się nie nudzi. A nawet śmiało mogę dodać, że tęsknię za nim. Atmosfera spowolnienia, którą odczuwa się nieco głębiej od samej Łąkowej, jest prawie sielska. Szczególnie na bastionach, które podziwiają wszystkie osoby, które prowadzimy po naszej dzielnicy.









